Tysiąc metrów podjazdu i koniec szlaku

Trzeci dzień naszego rowerowego pobytu w Livigno miał być spokojną wycieczką z pięknymi widokami. Jak się później okazało, góry przygotowały dla nas kilka niespodzianek.

Z hotelu ruszyliśmy w kierunku Passo d’Eira. Już na początku Komoot postanowił pokazać nam własną wersję trasy i wyprowadził nas nie tam, gdzie planowaliśmy jechać. Kiedy zorientowaliśmy się, że oddalamy się od właściwego szlaku, trzeba było zawrócić i wrócić na właściwą drogę.

Najtrudniejszy fragment czekał na nas właśnie na początku wycieczki. Podjazd był tak stromy, że mimo rowerów elektrycznych i wspomagania w trybie Turbo miejscami musieliśmy prowadzić rowery. W pewnym momencie naprawdę można było odnieść wrażenie, że łatwiej byłoby wejść tam pieszo niż wjechać na dwóch kołach.

Po zdobyciu wysokości krajobraz zaczął się zmieniać. Dolina Livigno zostawała coraz niżej, a przed nami pojawiały się kolejne alpejskie panoramy. Tego dnia temperatura wynosiła około 18°C, ale silny wiatr sprawiał, że co chwilę zakładaliśmy kurtki, by chwilę później zdejmować je podczas kolejnych podjazdów.

Im wyżej byliśmy, tym bardziej imponujące stawały się widoki. Nad górami wisiały ciężkie chmury, które dodawały krajobrazowi surowego charakteru.

Po drodze minęliśmy charakterystyczny „wrak” samolotu przy Mottolino. To nie pozostałość po katastrofie, lecz prawdziwy włoski odrzutowiec wojskowy Fiat G.91, który kilka lat temu został przewieziony na stok jako nietypowa atrakcja turystyczna. 

Dalsza część wycieczki prowadziła trasami 125 i 121. Właśnie tam spotkała nas jedna z najprzyjemniejszych niespodzianek tego dnia. Najpierw zauważyliśmy świstaka z daleka, a chwilę później kolejnego, który zupełnie nie przejmował się naszą obecnością. Spokojnie siedział przy swojej norze i pozwolił zrobić sobie kilka zdjęć.

Naszym celem było kontynuowanie przejazdu trasą 121.

Niestety, na miejscu okazało się, że szlak został zamknięty z powodu prowadzonych prac.

Próbowaliśmy jeszcze znaleźć alternatywę, jednak spotkane po drodze osoby poinformowały nas, że dalszy odcinek przeznaczony jest dla ruchu pieszego.

Nie pozostało nam nic innego, jak zmienić plany.

Największym wyzwaniem były długie podjazdy, ale także fragmenty szlaku 121. W kilku miejscach ścieżka była wąska, kamienista i prowadziła po korzeniach. Trasa wymagała skupienia i ostrożności, szczególnie na bardziej nierównych odcinkach.

Wróciliśmy wcześniejszym szlakiem do miejsca, z którego mogliśmy zjechać w kierunku asfaltowej drogi. Dalej czekał nas już długi zjazd serpentynami prowadzącymi do Livigno. Na jednym z ostrych zakrętów mogliśmy nawet zobaczyć fragment trasy, którą jechaliśmy pierwszego dnia naszego pobytu.

Choć nie udało się przejechać całej zaplanowanej trasy, dzień zdecydowanie zaliczamy do udanych. Były piękne widoki, świstaki, wrak samolotu, trochę improwizacji i sporo rowerowej przygody.

Czasami to właśnie nieplanowane przeszkody sprawiają, że wycieczkę pamięta się najdłużej.

Dodaj komentarz