Jeżeli ktoś miałby zobaczyć w Syrakuzach tylko jedno miejsce, bez wahania wskazałabym Ortigię.

To właśnie tutaj znajdują się najbardziej charakterystyczne uliczki, zabytkowe kamienice, niewielkie place i nadmorska promenada. Spacerując po Ortigii trudno oprzeć się wrażeniu, że czas płynie trochę wolniej niż w pozostałych częściach miasta.
Już podczas pierwszego spaceru wiedzieliśmy, że będziemy tu wracać. Nie mieliśmy konkretnego planu zwiedzania. Największą przyjemność sprawiało po prostu chodzenie wąskimi uliczkami i zaglądanie w kolejne zaułki.

Co chwilę trafialiśmy na niewielkie place, restauracje i kawiarnie. Za każdym rogiem czekał kolejny widok na morze albo fragment zabytkowej zabudowy.

Mimo że odwiedzających było sporo, Ortigia nie sprawiała na nas wrażenia miejsca całkowicie podporządkowanego turystom. Wciąż można było zobaczyć mieszkańców siedzących przed domami, rozwieszone pranie czy codzienne życie toczące się obok zabytków.
Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc jest plac katedralny. To właśnie tutaj znajduje się imponująca katedra, będąca jednym z symboli Syrakuz.

Najbardziej zapamiętałam jednak atmosferę tego miejsca. Ortigia nie zachwyca pojedynczą atrakcją.
Może właśnie dlatego ma w sobie tyle uroku. Wystarczyło skręcić w kolejną uliczkę, przejść kawałek dalej i zaraz trafiało się na coś ciekawego. To właśnie takie zwykłe spacery najbardziej zapamiętałam z Ortigii.
Nie pamiętam już kolejności wszystkich miejsc, które mijaliśmy. Pamiętam za to atmosferę spokojnego wieczoru, ludzi siedzących w restauracjach, muzykę dochodzącą z uliczek i poczucie, że czas płynie tutaj trochę wolniej niż gdzie indziej.
To właśnie dlatego każdego wieczoru chętnie wracaliśmy na Ortigię. Nie po to, żeby zobaczyć kolejną atrakcję, ale żeby jeszcze raz poczuć klimat tego miejsca.
