Reykjadalur. Nasze najpiękniejsze wspomnienie z Islandii.

Kiedy planowaliśmy wyjazd na Islandię, na liście obowiązkowych punktów były wodospady, lodowce, czarne plaże i laguny lodowcowe.

Gdy planowaliśmy wyjazd, o Reykjadalur nie wiedziałam nic.

Blue Lagoon to chyba jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na Islandii. Zdjęcia turkusowej wody pojawiają się w przewodnikach, folderach reklamowych i relacjach z podróży. Ja również miałam to miejsce na swojej liście i nawet uwzględniłam je w budżecie wyjazdu.

Kiedy jednak zaczęliśmy dokładniej planować ostatni dzień podróży, okazało się, że na pobyt
w Blue Lagoon mielibyśmy około dwóch godzin. Im dłużej o tym myśleliśmy, tym bardziej zastanawialiśmy się, czy warto wydawać blisko 2000 zł dla czterech osób na tak krótki pobyt.

Zaczęłam więc szukać alternatywy. Chciałam znaleźć miejsce, w którym również można byłoby wykąpać się w gorącej wodzie, ale bardziej naturalne i położone blisko naszej trasy. Zależało nam również na tym, aby po drodze zobaczyć Grindavík i nowe pola lawy.

W ten sposób trafiłam na Reykjadalur. Gorąca rzeka pośród gór brzmiała interesująco, ale wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że to właśnie tutaj przeżyjemy jeden z najpiękniejszych momentów całej podróży.

Do parkingu dotarliśmy po zwiedzaniu Reykjaviku. Pogoda dopisywała, a przed nami był jeszcze kilkukilometrowy spacer. Już na początku szlaku mijaliśmy ludzi wracających z kąpieli. Wszyscy wyglądali podobnie. Uśmiechnięci, zrelaksowani i wyraźnie zadowoleni z tego, co właśnie przeżyli.

Patrzyłam na nich i zastanawiałam się, co takiego jest w tym miejscu, że wszyscy wracają stamtąd tacy szczęśliwi.

Szlak prowadził pod górę. Po drodze pojawiały się obłoki pary unoszącej się nad ziemią, gorące źródła i widoki na zieloną dolinę. Im dalej szliśmy, tym bardziej miałam wrażenie, że trafiliśmy do innego świata.

W końcu dotarliśmy do celu.

Zamiast luksusowego spa zastaliśmy gorącą rzekę wijącą się pośród gór. Przy brzegu znajdowały się drewniane tarasy, ławki i niewielkie osłony do przebierania. Nie było tu wielkiej infrastruktury ani hotelowego luksusu, ale właśnie to nadawało temu miejscu wyjątkowy charakter.

Temperatura powietrza wynosiła zaledwie około 10°C. Przebraliśmy się w stroje kąpielowe, które wcześniej spakowaliśmy na wizytę w Blue Lagoon, i ostrożnie weszliśmy do rzeki. Kontrast między chłodnym powietrzem a przyjemnie ciepłą wodą był niesamowity. Tajemnica tych wszystkich szczęśliwych twarzy właśnie się wyjaśniła.

Siedzieliśmy w ciepłej wodzie, wokół unosiła się para, nad nami było tylko niebo i zbocza gór. Nie było pośpiechu. Nie było hałasu. Była tylko natura i chwila, którą chciało się zapamiętać.

Dzisiaj wiem, że niczego nie żałuję.

Reykjadalur dało nam coś, czego nie dałby żaden basen. Poczucie, że jesteśmy częścią tego krajobrazu, a nie tylko jego obserwatorami.

Jeżeli miałabym wskazać jedno miejsce, które najbardziej zapamiętam z całej Islandii, byłaby to właśnie gorąca rzeka Reykjadalur.

Nie największy wodospad. Nie lodowiec. Nie czarna plaża.

Właśnie to miejsce.

Ten wpis opisuje tylko jedno z miejsc, które odwiedziliśmy podczas naszej podróży. Całą trasę wraz z kosztami, noclegami i praktycznymi wskazówkami zebrałam w e-booku „Islandia w 5 dni”. 👉 [link]

Dodaj komentarz