Po tygodniu spędzonym w Livigno mogę już spokojnie odpowiedzieć na pytanie, czy warto tu przyjechać.

Samo miasteczko bardzo nam się spodobało. Jest zadbane, czyste i ma typowo alpejski klimat. Nie jest to ani mała górska wioska, ani duży kurort. Powiedziałabym, że znajduje się gdzieś pośrodku. Jest wystarczająco duże, żeby nie brakowało sklepów i restauracji, ale jednocześnie zachowuje swój górski charakter.

My byliśmy tutaj po sezonie zimowym i jeszcze przed wakacjami. Dzięki temu nie było tłumów. Dało się spokojnie spacerować po mieście, jeździć rowerem i korzystać z atrakcji bez kolejek i ścisku.
Wiele osób kojarzy Livigno głównie ze strefą wolnocłową. Przed wyjazdem zastanawiałam się, czy faktycznie można tu zrobić wyjątkowo korzystne zakupy. Po tygodniu mam mieszane odczucia. Perfumy często można kupić w Polsce taniej podczas promocji internetowych. Podobnie jest z ubraniami. Elektronika bywa tańsza, ale trzeba pamiętać o obowiązujących limitach. Jeśli ktoś przyjeżdża tu wyłącznie na zakupy, może się trochę rozczarować.
Jeżeli chodzi o jedzenie, najczęściej odwiedzaliśmy restaurację Bellavista.
Pizza była bardzo dobra, makarony smaczne, choć bez efektu wow. Największe wrażenie zrobiły na nas steki. Do tego bardzo miła obsługa i przyjemna atmosfera. W czerwcu część restauracji była jeszcze zamknięta, więc wybór nie był tak duży jak w pełnym sezonie.

Przyjechaliśmy tutaj głównie dla rowerów i pod tym względem Livigno nas nie zawiodło. Tras jest bardzo dużo. Są zarówno łatwiejsze szutrowe drogi, jak i wymagające górskie szlaki. Każdy znajdzie coś dla siebie. Czy jest to rowerowy raj? Trudno powiedzieć, bo nie byłam jeszcze we wszystkich miejscach, które chciałabym odwiedzić. Na pewno jest to jedno z tych miejsc, do których warto przyjechać z rowerem.

Pogoda również nam dopisała. Pierwsze dni były nieco chłodniejsze, ale później zrobiło się bardzo przyjemnie. Przez większość pobytu świeciło słońce, czasami pojawiały się chmury, a deszcz złapał nas dopiero ostatniego dnia po południu.

Trudno mi wskazać coś, co szczególnie mi się tutaj nie podobało. Hotel był nowy, czysty i bardzo dobrze przygotowany na przyjęcie rowerzystów, narciarzy. Do dyspozycji był garaż z możliwością przechowywania nart, rowerów oraz ładowania rowerów elektrycznych. Jedynym minusem było dość słabe oświetlenie pokoju i niezbyt wygodne poduszki.

Po tygodniu spędzonym w Livigno mam wrażenie, że jest to miejsce bardzo uniwersalne. Dobrze odnajdą się tutaj narciarze, rowerzyści, osoby lubiące górskie wędrówki, rodziny z dziećmi, a także właściciele psów.

Czy wróciłabym tutaj jeszcze raz? Tak. Nie wiem tylko, czy będzie to następny wyjazd, bo na liście mamy jeszcze wiele innych miejsc do odwiedzenia. Jedno jest jednak pewne. Livigno pozostawiło po sobie bardzo dobre wspomnienia.
