Zanim znaleźliśmy się na zboczach Etny, czekała nas około półtoragodzinna podróż z Syrakuz. Początkowo nic nie zapowiadało, że jedziemy w stronę czynnego wulkanu. Z każdym kilometrem krajobraz stawał się jednak coraz bardziej surowy i niezwykły.

Im bliżej byliśmy celu, tym bardziej zmieniał się krajobraz. Z czasem zniknęły charakterystyczne dla Sycylii widoki, a wokół zaczęły pojawiać się rozległe pola zastygłej lawy porośniętej pojedynczymi roślinami. Już sama droga dawała poczucie, że jedziemy w zupełnie inne miejsce niż wszystkie, które odwiedziliśmy wcześniej.
W pewnym momencie droga zaczęła prowadzić przez rozległe pola zastygłej lawy. Od tego miejsca otoczenie wyglądało już zupełnie inaczej niż wszystko, co widzieliśmy wcześniej na Sycylii. Jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej jechaliśmy przez zielone tereny pełne sadów
i upraw.

Im wyżej wjeżdżaliśmy, tym bardziej zmieniało się otoczenie. Zielona Sycylia stopniowo ustępowała miejsca czarnym polom lawy i surowemu krajobrazowi ukształtowanemu przez kolejne erupcje.
Po dotarciu do Rifugio Sapienza bez problemu znaleźliśmy miejsce na dużym parkingu. To właśnie tutaj rozpoczyna swoją przygodę większość osób odwiedzających Etnę. Znajdują się tu parkingi, restauracje, sklepy z pamiątkami oraz dolna stacja kolejki linowej.

Warto wiedzieć, że już w okolicy Rifugio Sapienza znajdują się dwa niewielkie kratery powstałe podczas dawnych erupcji. Można do nich dojść krótkim spacerem bez konieczności korzystania z kolejki czy dalszej wspinaczki. To dobra opcja dla osób, które chcą zobaczyć wulkaniczny krajobraz, ale nie planują wyjazdu wyżej.

Już sam dojazd na Etnę okazał się interesującą częścią wycieczki. Pola lawy i zmieniający się krajobraz sprawiły, że jeszcze przed dotarciem na miejsce poczuliśmy, że czeka nas coś wyjątkowego. W kolejnym wpisie pokażę, czy warto wjechać kolejką na wyższe partie wulkanu
i czego można spodziewać się po dotarciu na wysokość około 2500 metrów nad poziomem morza.