Spacer z psem w Puszczy Niepołomickiej zimą – odpowiedzialność, nie swoboda

Zimą Puszcza Niepołomicka wygląda spokojnie i pusto. Cisza, śnieg, mało ludzi na ścieżkach. To właśnie wtedy najłatwiej zapomnieć, że las to nie park i nie przestrzeń „do wszystkiego”. Ta tablica przypomina o zasadach, które w lesie obowiązują zawsze – niezależnie od pory roku i liczby spacerowiczów. Dlaczego las to nie park Las to przestrzeń dzika, … Czytaj dalej Spacer z psem w Puszczy Niepołomickiej zimą – odpowiedzialność, nie swoboda

Kiedy zaczęła się Islandia

Pierwsze kilometry po wyjeździe z Keflavíku. IIslandia zaczęła się od maila, który pojawił się na mojej służbowej poczcie. Jedna z wielu ofert biura podróży. Mogłam ją usunąć bez czytania. Ale jej nie usunęłam. W środku były zdjęcia. Czarne plaże. Wodospady spadające w pustkę. I zorza polarna. Coś, co od dawna mnie przyciągało. Od dawna chciałam … Czytaj dalej Kiedy zaczęła się Islandia

Walentynki

Rano mieliśmy swoją małą akcję. Wczesne wstawanie i wyjazd na giełdę kwiatową. Chłód, było jeszcze zupełnie ciemno, ludzie zaspani, a między nimi mój syn, szukający właściwych kwiatów. Potem w domu rozłożył wszystko na stole w salonie. Taka domowa florystyka. Wziął róże, przyciął końcówki łodyg, usunął nadmiar liści. Układał je spokojnie, jedna obok drugiej. Głębokie, czerwone … Czytaj dalej Walentynki

Kiedy książka znika

Dziś miała być radość. Książka o Leni i Kubie jest już prawie gotowa. Rozdziały poukładane. Tytuły wybrane. Okładka przemyślana. To już nie był pomysł. To był prawie dom. A potem otworzyłam plik. I zobaczyłam starszą wersję. Dwa dni pracy zniknęły, bo zapisywałam zmiany lokalnie, a nie w tej wersji pliku, którą później otworzyłam. Kilka kliknięć. … Czytaj dalej Kiedy książka znika

Moja pierwsza wyprawa na „Kilimandżaro”. O lęku, siatce i białym śniegu

Zanim zaczęłam pakować walizki i torby na wyjazdy w Dolomity czy planować spokojne spacery po Puszczy Niepołomickiej, moją mapą świata było osiedle.A najważniejszym punktem na tej mapie była góra. Nie ta afrykańska. Nasza własna. Osiedlowa. Nazywana dumnie „Kilimandżaro”. Kilka minut drogi w prawo. Dla dorosłych nic wielkiego, dla dziecka wyprawa. Jej zbocza prowadziły prosto na … Czytaj dalej Moja pierwsza wyprawa na „Kilimandżaro”. O lęku, siatce i białym śniegu

Wyjazdy, które się nie wydarzyły

Nie każdy wyjazd dochodzi do skutku. I nie zawsze da się to przewidzieć wcześniej. Były takie momenty, kiedy byliśmy już spakowani albo prawie w drodze, a mimo to trzeba było zawrócić albo zrezygnować. Raz prawie dojechaliśmy do granicy. Samochód zaczął zachowywać się nie tak, jak powinien. Co prawda był sprawdzany u mechanika przed wyjazdem, więc … Czytaj dalej Wyjazdy, które się nie wydarzyły

Kontuzja na nartach, moment, w którym zmienia się podejście

Na jednym z wyjazdów w Polsce skręciłam nogę. Sama kontuzja nie była bardzo poważna, ale wystarczyła, żeby na jakiś czas przestać jeździć i dać nodze spokojnie dojść do siebie. Od początku wiedziałam, że na narty wrócę. Nie było w tym żadnego dramatu ani myśli o rezygnacji. Bardziej chodziło o to, żeby wszystko wyzdrowiało i nie … Czytaj dalej Kontuzja na nartach, moment, w którym zmienia się podejście

Narty z dziećmi i szkółka. Jak to u nas wyglądało

Kiedy zaczynaliśmy jeździć z dziećmi na narty, nic nie było od razu poukładane ani zaplanowane. Wszystko wychodziło po kolei i raczej w praktyce niż w teorii. Starszy syn na początku korzystał z instruktora. Chodziło o pierwsze oswajanie się z nartami, stokiem i samą jazdą. W tamtym czasie ja również uczyłam się jeździć, więc dużo rzeczy … Czytaj dalej Narty z dziećmi i szkółka. Jak to u nas wyglądało

Narty zaczęłam w dorosłym wieku

Narty zaczęłam w dorosłym wieku Na nartach nie wychowałam się od dziecka. Zaczęłam dopiero wtedy, kiedy nasze dzieci były małe. Wszystko ruszyło od jednego prezentu. Nasz syn dostał na Mikołaja narty od chrzestnej. Miał wtedy trzy albo cztery lata. To był moment, w którym pomyśleliśmy, że może spróbujemy razem. Mąż jeździł już wcześniej, choć bez … Czytaj dalej Narty zaczęłam w dorosłym wieku

Narty w pięć osób z psem – jak to ogarnąć

I właśnie od tej chwili spokoju można cofnąć się do początku – do decyzji, które trzeba było podjąć jeszcze przed wyjazdem. Dlaczego narty w pięć osób z psem to wyzwanie Dzień bez nart, dyżur przy psie – też jest częścią takiego wyjazdu. To nie jest wyjazd „jak każdy inny”.Pięć dorosłych osób, duży pies, jeden samochód … Czytaj dalej Narty w pięć osób z psem – jak to ogarnąć