Narty zaczęłam w dorosłym wieku
Na nartach nie wychowałam się od dziecka. Zaczęłam dopiero wtedy, kiedy nasze dzieci były małe.
Wszystko ruszyło od jednego prezentu. Nasz syn dostał na Mikołaja narty od chrzestnej. Miał wtedy trzy albo cztery lata. To był moment, w którym pomyśleliśmy, że może spróbujemy razem.
Mąż jeździł już wcześniej, choć bez wielkiego doświadczenia. Ja zaczynałam od zera. Dosłownie od stania na nartach i pierwszych prób ruszenia się
z miejsca.
Dość szybko wiedziałam, że sama nie dam rady. Skorzystałam z instruktora
i to była jedna z lepszych decyzji.
Uczenie się nart w dorosłym wieku wygląda inaczej niż u dzieci. Jest więcej ostrożności i więcej myślenia. Ale da się nauczyć i cieszyć z jazdy na nartach.
Nie zostałam świetnym narciarzem. Ale nauczyłam się jeździć na tyle, żeby mieć z tego przyjemność. I to mi wystarcza.
To jeden z tekstów z serii o naszych wyjazdach narciarskich. Spisane bez udawania doskonałości.