Myślałam, że mam już wszystko zamknięte.
Plik wysłany do druku, okładka gotowa.
I wtedy zaczęły się poprawki z drukarni.
Przeglądam wszystko jeszcze raz i nagle widzę słowo, którego wcześniej w ogóle nie zauważyłam.
„Utkowana”.
Serio nie wiem, co to jest.
Patrzyłam na tę okładkę tyle razy, poprawiałam, sprawdzałam.
A to sobie tam siedziało.
Oczywiście zobaczone już po wysłaniu.
Więc wracam, poprawiam, sprawdzam jeszcze raz i wysyłam od nowa.
Niby nic wielkiego.
Ale to jest dokładnie ten moment, kiedy widzisz, że można patrzeć na coś sto razy i i tak nie zobaczyć najprostszej rzeczy.