I nagle zrobiło się jakoś tak dziwnie.
Do wczoraj nie było chwili przerwy. Ciągle coś poprawiałam, przesuwałam, sprawdzałam.
A dziś już nie. Kliknęłam. Plik poszedł. I pierwszy raz od dawna nic nie mogę poprawić.
I właśnie to jest najtrudniejsze.
Kiedy masz jeszcze nad czymś kontrolę, wszystko wydaje się bardziej poukładane.
A kiedy oddajesz coś dalej, zaczynasz myśleć: czy na pewno wszystko jest tak, jak powinno?
Na pewno znalazłabym jeszcze wiele rzeczy do zmiany. Zawsze się takie znajdą.
Ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć sobie: wystarczy.
Ta historia już nie jest tylko w pliku na komputerze. Za chwilę będzie książką, którą będzie można wziąć do ręki.
Dopiero teraz zaczyna do mnie docierać, że naprawdę to zrobiłam. I że to już poszło dalej.