Dlaczego właśnie Islandia

Pomysł wyjazdu na Islandię pojawił się w dość zwyczajnym miejscu. Zobaczyłam zdjęcia tej wyspy w biurze podróży. Były na nich wodospady spadające z wysokich skał, czarne plaże, ogromne przestrzenie i krajobrazy, które wyglądały jak z innej planety.

Ale na jednym ze zdjęć zobaczyłam coś jeszcze.

Zorzę polarną.

Zielone światło na nocnym niebie wyglądało jak coś zupełnie nierealnego. Pamiętam, że patrzyłam na to zdjęcie i pomyślałam wtedy bardzo prosto: chciałabym to kiedyś zobaczyć na własne oczy.

Od tego momentu Islandia zaczęła gdzieś krążyć w mojej głowie.

Zaczęłam oglądać więcej zdjęć, czytać o tej wyspie i powoli wyobrażać sobie taką podróż. Mój mąż miał wtedy jednak trochę inne pomysły na wyjazdy. Islandia wydawała się kierunkiem dalekim i wymagającym. To nie jest miejsce na typowe wakacje z ciepłym morzem i spokojnym odpoczynkiem.

Ale ta myśl nie chciała mnie opuścić.

Rok później moja chrześnica była na Islandii właśnie we wrześniu. Pokazywała zdjęcia i opowiadała o tej podróży. Znowu zobaczyłam zorzę polarną i wtedy zaczęłam się nad tym wyjazdem zastanawiać już całkiem poważnie.

Wrzesień wydawał się dobrym momentem. Drogi nie powinny być jeszcze oblodzone, dzień jest wciąż w miarę długi, a jednocześnie pojawia się już szansa na zobaczenie zorzy polarnej.

A to było jedno z moich marzeń.

Przez chwilę zastanawiałam się nawet nad wyjazdem do Tromsø w Norwegii, bo podobno tam prawdopodobieństwo zobaczenia zorzy jest bardzo duże. Ale w końcu pomyślałam sobie coś bardzo prostego.

Skoro Islandia od dawna była w mojej głowie jako podróżnicze marzenie, to nie ma sensu szukać innych miejsc.

Jedziemy na Islandię.

Od tego momentu zaczęło się prawdziwe planowanie. Całą podróż postanowiłam zorganizować sama. Szukałam lotów, noclegów, planowałam trasę, sprawdzałam miejsca, które chcielibyśmy zobaczyć.

Z jednej strony bardzo mnie to cieszyło, a z drugiej pojawiał się stres. Bo kiedy planuje się taką wyprawę dla całej rodziny, w głowie ciągle pojawia się jedno pytanie.

Czy wszystko się uda?

Czy dobrze zaplanowałam trasę?
Czy nie będzie za dużo jazdy?
Czy wszystkim będzie się podobało?

Na tę podróż wyruszyliśmy w cztery osoby. Bardzo chciałam zobaczyć Islandię, ale jeszcze bardziej chciałam, żebyśmy przeżyli tę przygodę razem.

Do tej wyprawy przygotowywałam się też w bardzo prosty sposób. Co miesiąc odkładałam pewną kwotę na nasze konto wycieczkowe. Niewielkie sumy, ale regularnie. Z czasem uzbierała się z tego kwota, która pozwoliła nam naprawdę zacząć planować wyjazd.

Im bliżej było podróży, tym bardziej się denerwowałam. Z jednej strony cieszyłam się jak dziecko, a z drugiej zastanawiałam się, czy wszystko dobrze poukładałam.

Islandia to nie jest zwykły kierunek wakacyjny. Tam pogoda potrafi zmienić się w kilka minut, a plan czasem trzeba dopasować do tego, co dzieje się za oknem.

Ale właśnie w tym była część tej przygody.

Podróż była intensywna. Było trochę zmęczenia, długie przejazdy i zmienna pogoda. Ale każdy dzień przynosił coś, czego wcześniej nie widzieliśmy.

Najpiękniejszy moment przyszedł zupełnie niespodziewanie.

Kiedy czekaliśmy już na lot powrotny do domu, dzieci powiedziały:

„Rodzice, dziękujemy, że nas tutaj zabraliście”.

Mój mąż uśmiechnął się i dodał:

„To mamie podziękujcie. To ona nas tu przywiozła”.

I wtedy pomyślałam, że było warto.

Dodaj komentarz