Walentynki

Rano mieliśmy swoją małą akcję. Wczesne wstawanie i wyjazd na giełdę kwiatową. Chłód, było jeszcze zupełnie ciemno, ludzie zaspani, a między nimi mój syn, szukający właściwych kwiatów.

Potem w domu rozłożył wszystko na stole w salonie. Taka domowa florystyka. Wziął róże, przyciął końcówki łodyg, usunął nadmiar liści. Układał je spokojnie, jedna obok drugiej. Głębokie, czerwone róże przeplatał delikatną, jasnoróżową gipsówką, która nadawała całości lekkości.

Na koniec owinął bukiet półprzezroczystym, kremowym papierem z subtelną złotą krawędzią i związał jasną wstążką. Patrzył, poprawiał, układał od nowa.

Ten bukiet nie jest dla mnie.

Stoi teraz w salonie, gotowy do wyjścia.

Mój syn za chwilę go zabierze.

Dziś zobaczyłam wyraźnie, że jego świat zaczyna się toczyć własnym rytmem.

Dodaj komentarz