Zanim gdziekolwiek wyjadę, zawsze mam w głowie plan minimum.
To nie jest rozpiska godzin ani lista atrakcji.
Plan minimum to kilka prostych punktów:
- jedno miejsce, które naprawdę chcę zobaczyć,
- jeden spokojny spacer,
- jeden moment bez pośpiechu.
Taki plan ratuje wyjazd, kiedy:
- pogoda się psuje,
- ktoś jest zmęczony,
- plany trzeba zmienić w ostatniej chwili.
Reszta to bonus.
Jeśli się uda, to świetnie.
Jeśli nie, wyjazd i tak ma sens.
Plan minimum nie ogranicza.
On uspokaja.