
Mieszkam przy Puszczy Niepołomickiej, więc to mój najprostszy sposób na reset: bez wielkiego planowania, bez tłumów, bez „muszę”.
Ten wpis jest o krótkim spacerze, który można zrobić po pracy albo
w weekend, kiedy człowiek chce wyjść z domu, ale nie chce robić wyprawy życia.
Dla kogo jest ta trasa
Dla osób, które chcą się przewietrzyć i pochodzić w lesie bez presji czasu.
Dla rodzin, dla spaceru z psem, dla ludzi, którzy po prostu chcą „przełączyć głowę” na godzinę lub dwie.
Bardzo chcieliśmy dużego psa. Takiego, który nie będzie tylko „do głaskania”, ale który naprawdę zmobilizuje do ruszenia się z kanapy. I dokładnie taką rolę spełnia u nas Spajki.
Najczęściej chodzimy do Puszczy wcześnie rano – oczywiście nie zimą, bo wtedy w lesie jest jeszcze ciemno. Za to przy gorszej pogodzie, w deszczu albo poza sezonem, puszcza potrafi być zupełnie pusta. To najlepszy moment, bo nie ma innych psów i ludzi. Wtedy Spajki może się wybiegać.
Gdy są inni spacerowicze albo dzikie zwierzęta, trzymam go na smyczy. Psy powinny być na smyczy, to oczywiste, ale jednocześnie wiem, jak bardzo potrzebują swobody ruchu. Dlatego tak ważne jest wyczucie czasu i miejsca.
To, co w Puszczy Niepołomickiej jest dla mnie absolutnie wyjątkowe, to zmienność. Te same miejsca wyglądają zupełnie inaczej w różnych porach roku, a czasem nawet w różnych porach dnia. Zimą, gdy spadnie śnieg, potrafię stracić orientację na znanej trasie. Wiosną wszystko robi się intensywnie zielone, latem gęste i ciche, jesienią spokojne i miękkie.
Do tego dochodzą zwierzęta. Sarny, jelenie, dziki, łosie, zające, wiewiórki, lisy. Raz wydawało mi się nawet, że widziałam wilka – i choć do dziś nie mam stuprocentowej pewności, takie momenty zostają w głowie na długo.
Jak się przygotować (minimum)
Wygodne buty, coś do picia i kurtka adekwatna do pogody – tyle.
Jeśli idziesz zimą lub po deszczu, przydają się buty, którym nie straszne błoto.
To nie jest trasa, na którą trzeba się „szykować”.
Mój sposób na spacer: bez celu, ale
z rytmem
Zamiast planować co do metra, wybieram prosty układ: idę spokojnym tempem, robię krótki przystanek w ładnym miejscu i wracam inną drogą albo tą samą.
Najważniejsze jest tempo: takie, żeby rozmowa była możliwa i żeby wrócić
z poczuciem ulgi, nie zmęczenia.
Plan B, gdy pogoda siada
Jeśli leje albo wieje, nie rezygnuję całkowicie – robię krótszą wersję.
20–30 minut w lesie potrafi zrobić więcej dobrego niż kolejne „posiedzę
w domu, bo nie ma pogody”.
Puszcza Niepołomicka to dla mnie dowód, że nie trzeba daleko jechać, żeby poczuć się lepiej.
I właśnie takie „małe wyprawy” też chcę tu zapisywać – żeby zawsze mieć gotową opcję na dzień, kiedy człowiek potrzebuje spokoju.